Napisane przez: myszczynska | grudzień 1, 2009

Sąsiad Badura 1

Dziś rozpoczynam cykl dotyczący naszego nowego sąsiada. Nabyłam z małżonkiem pół domu – bliźniaka. Obecnie go sobie pomalutku wykończamy i mieliśmy nadzieję, że za (wspólną) ścianą będziemy mieć fajnych ludzi, z którymi grilla bedzie można zrobić czy się wspólnie w ogródku piwka napić. Niestety się nie uda…

Zaczęło się od złych przeczuć…
Nasze osiedle to zestaw domków jednorodzinnych, które mają takie same elewacje, takie same płotki i takie same podjazdy. Albo się to komuś podoba albo nie. Nam się podobało to kupiliśmy. Za gotówkę ma się rozumieć :) Nasz sąsiad natomiast bardzo chce się wśród tych kilkunastu domów wyróżniać. Ma inne okna – ze szprosami (to te kratki), inną kostkę brukową, inne drzwi wejściowe. Pomyśleliśmy sobie, że to nie wróży za dobrze.

Potem był telefon…
Sąsiad wszedł sobie do nas do domu, niczego nie podejrzewający robotnicy go wpuścili i tym sposobem dowiedział się, że zmieniliśmy lokalizację łazienki i uzyskał mój numer telefonu. Moja ekipa poinformowała mnie o tym fakcie i że on chciał tylko by to wyciszyć, jako, że na wspólnej ścianie ta łazienka będzie. Pomyślałam ok – przecież nie będę z sąsiadem wojować. No i zadzwonił do mnie wieczorem płacząc niemalże do słuchawki, że jak to tak, że ta łazienka to jemu w salonie hałasuje, że kujemy w jego ścianie, że jemu się kominek rusza i że on od trzech dni nie śpi bo my robimy łazienkę niezgodnie z planem, że żadna mata akustyczna tego nie wygłuszy.

Potem spotkanie…
Następnego dnia mieliśmy wątpliwą przyjemność poznać pana Badurę i jego babę. Zaczęło się straszenie nas nadzorem budowlanym, że kujemy we wspólnej ścianie, że będzie awaria tej naszej rury i że wtedy u nich parkiety zaleje, że nie po to oni dom kupowali, by teraz mieć głośno jak w bloku, czy szeregówce. Że my mamy dziecko a dzieci wieczorem korzystają przecież z łazienki co pół godziny… Chcieli byśmy im jeszcze jakiś papier podpisali. Wyszliśmy…

Potem był protest…
Oficjalny, do dewelopera, który jeszcze prowadzi nasz dziennik budowy. Że oni się nie zgadzają, że my zmieniliśmy umiejscowienie łazienki, że ta łazienka im przystaje do sypialni (podejrzewamy, że w takim razie śpią w garderobie… bo to według planu tam po ich stronie powinno być) i że hałas im będzie przeszkadzał. My w międzyczasie rurę daliśmy na ścianę w salonie a nie w ścianie jak planowaliśmy.

Potem było spotkanie na naszej budowie…
Deweloper i architekt mieli w interesie załagodzenie sporu, więc zostało ustalone, że my wyciszymy rurę i łazienkę na przestrzeni wspólnej ściany. Więc generalnie byłoby po sprawie, gdyby nie dalsze wymagania Pana Sąsiada Badury: on chce mieć wgląd w wykonaną izolację akustyczną (nie wystarczy mu notatka służbowa od dewelopera), on chce sobie skopiować notatkę ze spotkania i on by jeszcze chciał zaświadczenie, że instalacja w naszym domu została prawidłowo wykonana. Na wgląd się niestety zgodziłam, z zaświadczeniem został wyśmiany przez architekt i dewelopera (przecież musi być prawidłowo bo inaczej nie oddadzą nam domu do użytkowania) a notatkę sobie skopiował w domu. Ale o tym, żeby kopię dla mnie już nie pomyślał, więc poprosiłam. To się kolega zmieszał.

Teraz są telefony…
Ilekroć moi robotnicy coś wiercą to ten nieszczęśliwy człowiek dzwoni do dewelopera albo kierownika budowy, że my mu się w ściany wwiercamy. Matę akustyczną taką jak mi podano długo sprowadzałam, więc on dzwoni do dewelopera i się niecierpliwi i pyta ile to jeszcze potrwa. Chyba nie muszę mówić, że wszyscy mają go dość…

Ciąg dalszy (niestety) nastapi…

Napisane przez: myszczynska | listopad 19, 2009

Fortunki

Z pracowego podwórka.

Kolega przy okazji negocjowania kontraktu w Rzeszowie: nie umiem rozmawiać z ludźmi z Podkarpacia

Ten sam kolega: na urlopie chce się odpocząć od RZECZY, które ma się na  co dzień, np. od żony

Myszczynska do powyższego kolegi: komu mamy dać wino na Boże Narodzenie?
Kolega: mojej żonie za to że tak mało spędzam z nią czasu

Myszczyńska do Kolegi: Ale masz mało ludzi na skajpie
Kolega: przynajmniej mi dupy nie zawracają

Kolega dr: Co jesteście dzisiaj tacy krzywi?
Pan Paweł (szef) przyjechał?

Kolega do Kolegi dr: ile roboczo godzin kosztuje doktorat?
Kolega dr: nie wiem ale roi* wychodzi słabe
Kolega: ale przejście z Pawłem na ty bezcenne

*(return on investment)

Kasia do Basi: Basiu, ze względu na moje dzisiejsze zaćmienie umysłu wnoszę o powtórzenie wytycznych co do pozostawienia otrzymanych folderów mam je Maćkowi czy Michałowi zostawić?
Basia: Maćkowi – to ten brunet :P
Kasia: z dredami?;)

Myszczyńska do Kasi: Jesteś wielka
Kasia: W sensie gruba!!!

Szef Maciek: SPK jest czysta spółką, w której nie ma nic – tylko ja.

Szef Maciek na pytanie o czynnik ludzki: Dla mnie czynnikiem ludzkim są niezadowoleni akcjonariusze.

Szef Paweł odnosząc się do nadzoru nad projektami: Pańska ręka konia tłucze. Pańska ręka konia tuczy.

Napisane przez: myszczynska | listopad 18, 2009

Przejęczenia

Niniejszy wpis jest niepodważalnym dowodem, że inteligenty pracownik to dobry pracownik. Ale po dłuższym namyśle stwierdzam – w sumie kazdy głupi by się domyślił.

Pani Krysiu, Pani mi znajdzie to sushi na Dobrego Pasterza. Znalazłam – na Bożego Ciała

Umówmy się z tym profesorem z Akademii, co to mam jego wizytówkę.
Z Zającem?
O tak tak, z Zającem.
Znalazłam w kontaktach – Zająca i patrzę, że on jest z Uniwerystetu, ale z Akademii też znalazłam – Lisa.

Poproszę o taksówkę pod Mariott.
Ale w Krakowie nie ma Mariotta.

Stąd rada – podaj MIASTO spotkania, nie tylko ulicę. I uruchom skojarzenia.

Napisane przez: myszczynska | październik 30, 2009

Co potwierdzają notariusze

Zaprzyjaźniony notariusz zrobił ostatnio ranking najdziwniejszych spraw jakie zdarzało mu się urzędowo poświadczać:

  1. Ile (kB) waży ogłoszenie w Internecie.
  2. Prześladowcze smsy od chorej psychicznie kobiety.
  3. Napisy na prezerwatywach - w dniu dzisiejszym dokonano komisyjnego otwarcia fabrycznie zamkniętej prezerwatywy firmy… model… Po rozciągnięciu prezerwatywy widoczny jest na niej napis: …. który jest niezgodny ze specyfikacją żądaną przez klienta.
Napisane przez: myszczynska | październik 25, 2009

Powiedzonka maużonka

zmęczony = wyjebany jak koń po westernie
najedzony = pełny jak autobus w godzinach szczytu
zmęczony = chce mi się spać jak psu szczekać
wesoły = jak szczypiorek na wiosnę

Napisane przez: myszczynska | październik 19, 2009

Aktualności

Na zaprzyjaźnionej stronie mroz.eu pojawił się nowy ficzer.

LICZNIK SEKUND DO ZIMY. Polecam. Dla wielbicieli i tych co nie za bardzo za tą porą roku…

Wkrótce nowe nowości od Mrozika. Stay tuned :)

Napisane przez: myszczynska | październik 1, 2009

Energia na cały poranek

Wiecie te ciasteczka, co dzięki stopniowo uwalnianym węglowodanom dostarczają energii na cały poranek. Kolega z parcy zdemaskował o co chodzi:

One po prostu strasznie wchodzą między zeby więc po jakimś czasie można sobie dostarczyć nowej energii. Wydłubując.

Obrzydliwie prawdziwe.

Napisane przez: myszczynska | wrzesień 20, 2009

Mądrość bajkowo-marketingowa

W jednej z bajek, którą ogląda ostatnio moja córka, jest sprzedawca, który krzyczy:

Mam wszystko, wszystko czego potrzebujesz!
A jak czegoś nie mam to znaczy, że tego nie potrzebujesz!

Świetne, nie?

Napisane przez: myszczynska | wrzesień 1, 2009

Sól do zmywarki

Moja zmywarka dostarcza nam mnóstwo radości. Najpierw tabletki teraz sól. Zmywarka jako mądre urządzenie pokazuje jak się sól kończy. No to Myszczyńska wsypała sól – akurat było z pół opakowania - i nastawiła zmywarkę. Jak zwykle na noc. Rano z wielkim zdziwieniem zauważyłam, że wskaźnik braku soli znowu się świeci. Z żalem do Męża biegnę, zobacz kochanie co się stało. Tak szybko, za jednym razem wszystko się zużyło? A poza tym zobacz jaki osad na tych szklankach… Przecież sól ma zapobiegać między innymi osadom…

No i zapobiega. Tylko trzeba otworek gdzie się sól wsypuje zakręcić. Wtedy zakrętka nie lata po zmywarce a woda nie wypłukuje całej soli od razu.

To chyba będzie naturalną koleją rzeczy, że kiedyś wydam książkę na temat zmywarek.

Napisane przez: myszczynska | sierpień 26, 2009

Refleksja na opakowaniami

W czytanej przeze mnie obecnie książce bohater na 11 stronie wspomina pierwsze swoje spotkanie z czopkami. Biedaczek najpierw nie mógł wyjść ze zdziwienia z powodu sposobu aplikacji, ale w końcu pojął w czym rzecz. Potem wyznaje:

” Kuracja trwała cały tydzień. Najgorsze były pierwsze dni, później jeszcze raz przyszedł lekarz i pokazał, że trzeba zdjąć folię aluminiową”

Pete McCarthy, “Bar McCarthy’ego”, 2004 Książnica

Moje tabletki do zmywarki wymiękają.

Starsze wpisy »

Kategorie