Napisane przez: myszczynska | Luty 22, 2012

Firma na U

Mamy w pracy nową spółkę która ma nazwę na U roboczo nazywamy ją “Firma Usługa” lub samo “Usługa”. Asia ma się to spółką zajmować, nikt jej o tym nie poinformował / nie poprosił więc ostentacyjnie mówi o niej – firma na U.

Myszczyńska miała jej wysłać materiały graficzne dotyczące Usługi i pisze maila:

From: Myszczyńska
Sent: Wednesday, February 22, 2012 12:10 PM
To: Asia
Subject: Firma na U

Uwielbiasz USŁUGĘ? Ulubioną Uciechą USŁUGI jest Udawanie. Uwierzysz?

 

Na co Asia odpowiada
W dniu 2012-02-22 13:44, Asia pisze:

Ukontentowane Usta Układają się w Uśmiech. Uwielbiam Ułudę Usługowych Udogodnień. Umrzyć Utrudnia mi Ukonstytuowane Uwielbienie Udręki.

Usługa – Umartwienie.

 

Na co Myszczyńska:

Umarłam z Uśmiechem na Usługowych Ustach Ukontentowana …

 

—-

 

Ubaw, uważacie?

Napisane przez: myszczynska | Luty 16, 2012

Nowy lider w rankingu najlepszych literówek

Mamy w pracy nowego kolegę – Zbyszka i niniejszym ogłaszam go liderem w moim osobistym rankingu literówek.

Kolega ów w poprzedniej pracy pisze opinię na temat koleżanki, która ma dostać awans – i pisze, że na razie jest nieco wydygana, ale powinna sobie poradzić. Zbyszek twierdzi, że WORD (ekhm) zmienił to zdanie nastepująco:

jest nieco wydymana, ale powinna sobie poradzić.

Napisane przez: myszczynska | Luty 2, 2012

Pozycjonowanie pogrzebu

Asia rozmawia z księgową (z którą w międzyczasie przeszła na Ty i od tego czasu ich dialogi zrobiły się bardziej soczyste) na temat bieżącej sytuacji i pewnej firmy SEO / SEM z którą współpracujemy

Księgowa: no, teraz jest ogólnie przerąbane, ja mam tyle na głowie, że też się boję, że gdzieś coś spieprzyłam, ten SEO / SEM jest moim gwoździem do trumny

Asia: przynajmniej możesz liczyć na to, że wiadomość o Twoim pogrzebie będzie najlepiej pozycjonowana w sieci :D

Napisane przez: myszczynska | Luty 1, 2012

Misja Warszawa

Asia jedzie do Warszawy złożyć Bardzo Ważne Dokumenty które dzień wcześniej kompletowałyśmy do późnych godzin nocnych. Na smsa Myszczyńskiej z podziękowaniami za pomoc i życzeniami powodzenia odpisuje:

“Dziękuję za miłe słowa. Vice chwilę temu pisał czy wszystko ok. się udało skompletować i życzył powodzenia w Warszawie (tak jak szef wychodząc). Czuję się jak Frodo we władcy pierścieni, albo zbawię świat albo mnie piekło pochłonie.”

Potem zdawała relację smsową w ciągu dnia, (która poniżej), plus klika luźnych uwag z maila – na końcu. Wszystko zamieszczam za zgodą autorki.

“No widać, że jestem podstawiona, że z warszawską emigracją niewiele
mam wspólnego, że nie utożsamiam się z ludźmi jadącymi za chlebem do
stolicy. Nie dość, że w obawie o spóźnienie stawiłam się na dworcu na
15 minut przed odjazdem pociągu, nie pozwalając sobie na luzackie
wejście na peron i nieodwracanie się przy ściąganiu ostatniego bucha z
cienkiego, pedalskiego slima, wyrzucanego w momencie gwizdka
konduktora, startu lokomotywy i przekroczenia progu pociągu.
Próbowałam się maskować, że niby taka obeznana w EIC jestem, wskazując
zbłąkanej duszyczce gdzie są numery siedzeń, że 42 to w tamtą stronę.
Ba, nawet ładowarkę wyciągnęłam, żeby podładować mojego smartfona.
Wszystko szlag trafił, kiedy biorąc do ust miętówkę (bez cukru
oczywiście, ludzie dzielą się na tych, którzy słodzą i na
inteligentnych), wypadła mi z buzi i musiałam grzebać za nią w torbie,
odnaleźć i włożyć z powrotem do ust, zanim mi wszystko pozakleja…”

“EIC już spisałam na straty (ja pie***, oni nie jedzą!). Jako pierwsza
wyciągnęłam bułkę, demaskując się całkowicie i krusząc sobie we
włosy), nawet kawy nie wzięłam z myślą o starbucksie, że chociaż tym
mi się uda w tłum wtopić (tak naprawdę bałam się, że się obleję).
Ratują mnie może trochę okulary przeciwsłoneczne, dzięki którym być
może zostanę uznana za autochtona, gdy wysiadawszy z taksówki,
paragonu nie biorąc, rzucę na odchodnym, zastępując słowa pożegnania
zimnym “reszty nie trzeba…”

“Pan z naprzeciwka nie wytrzymał do momentu przyjścia obsługi
oferującej darmowy poczęstunek (ok. 120zł za bilet – w tym
kawa/herbata lub sok i nędzna markiza) i poszedł do Warsu. Nie mogłam
się oprzeć wrażeniu, że według niego współtowarzysze okazali się
niegodni towarzystwa. Wrócił po jakimś czasie na przemian w iphona
zaglądając, to znowu w laptopa rozłożonego na kolanach.

Myślę sobie, niech no chociaż Vice zadzwoni (o 7???), użyję kilku
mądrych słów, powiem, że powinnam zdążyć przed deadlinem złożyć
ofertę, że jak wrócę to przygotuję umowę dla Rudnickiego (przecież nikt
nie musi wiedzieć, że to stróż w rozpadającej się ruderze, pomyślą, że
to jakiś ważny Klient) i że w sprawie oferty lokat na kwotę 1-3mln zł
mam jutro o 11 umówione spotkanie z panią z Reiffeisen, ale wydaje mi
się, że i tak Getin ma najlepsze stawki i gdyby ich mocniej
przycisnąć, to może 6-7% na 3 miesiące byśmy wyciągnęli. Nie, nie
pamiętam jakie mają overnighty, ale sprawdzę.

Tak, to może wzbudziłoby szacunek wśród otoczenia. Albo może zadzwonić
gdzieś, choćby na drugi telefon, jest wyciszony, nikt się nie
zorientuje, zapytać ściszonym, konspiracyjnym głosem “ile?”, następnie
jeszcze ciszej, bardziej zagadkowo “kupuj 6.000 sztuk”. GPW jest
jeszcze zamknięta, ale może NYSE? Tokio? Która tam jest godzina? Na
pewno gdzieś jakaś giełda jest czynna, może się nie wygłupię. A jak
mnie ktoś zapyta? Powiem, że kontrakty terminowe. Albo opcje. Put,
call. Ehh po co mi była ta ekonomia? Trzeba było się uprzeć po
maturze, zrobić gap year, jechać do Stanów, spokojnie się zastanowić,
co chcę w życiu robić. A teraz jadę. Do Warszawy. Próbując udawać
kogoś, kim nie jestem…

W końcu pociąg dobił do stolicy. Znów się wygłupiłam. Jako jedyna
wychodząc z przedziału powiedziałam “Do widzenia”, czując, że się
rumienię, kiedy nikt nie raczył podzielić mojego entuzjazmu związanego
ze wspólną podróżą i pozdrowić mnie podobnymi słowami.

Taksówki pod dworcem znikały błyskawicznie. Trzask i pisk opon – mnie
udało się dorwać taką, w której kierowca prawie leżał na siedzeniu i
marudził, kiedy prosiłam go o wypisanie rachunku (klient nasz pan?).
Nie, nie zostawiłam napiwku, skrupulatnie odliczając końcówkę w
postaci sześćdziesięciu groszy.

Sam fakt złożenia dokumentów, nie jest godzien uwagi. Utkwiłam cielęcy
wzrok w tablicy informacyjnej Centrum Biurowego, po czym poinstruowana
przez ochroniarza udałam się na VI piętro, gdzie papiery zostawiłam,
potwierdzenie wzięłam i byłam gotowa do drogi powrotnej.

Na dole zadzwoniłam na Speed Taxi, czas oczekiwania 10min – w sam
raz na spacer po Warszawie. Na Wilczej obok Centrum Biurowego kręcili film, robili
zdjęcia w Restauracji z Sushi (przez chwilę się zastanawiałam, czemu
Warszawiacy walą tłumnie o g. 10 na sushi). Wszyscy ubrani bardzo
modnie, w modne spodnie i sweterki, palili przed wejściem modne
papierosy, trzymając w ręku kubek z kawą. Poczułam się bardzo
niemodnie. Do momentu, kiedy wzrok mój nie napotkał mojego sobowtóra -
osoby podobnie jak ja ubranej w 3 bluzy i kurtkę puchową, w ciepłej
czapce, szczelnie owiniętą szalikiem. Poczułam taką ulgę, że jednak
nie jestem jedyną sierotą w tym mieście, że tutaj też ludziom bywa
zimno i nie zważają wtedy uwagi na modę… Chciałam się uśmiechnąć,
skinąć głową powiedzieć w myślach “zimno jest! jak ja Cię rozumiem”…
nie zdążyłam. Kurier rowerowy zdążył mnie obdarzyć wkurwionym
spojrzeniem typu “patrz jak łazisz” i pomknął dalej znów zostawiając
mnie na pastwę losu wśród modnego, filmowego towarzystwa…”


Napisane przez: myszczynska | Styczeń 27, 2012

Myszczynskiej CV

Myszczyńska w jednym projekcie firmowym jest poważnym analitykiem, uaktualniła sobie CV o opis kompetencji i doświadczenia i wysyła Asi akapit do konsultacji.

Asia: pięknie

Myszczyńska: eee tam
ściema

Asia: nie wiem jak Ci te zdania przyszły do łowy
głowy

Myszczyńska: hi hi

Asia: prywatnie mama dwójki dzieci, nie pałająca zbytnią sympatią do swojego przełożonego, znajdująca pocieszenie w żartach koleżanki z biura

Napisane przez: myszczynska | Styczeń 25, 2012

Jedzeniowa literówka

Grochowa na wędzące.

Ja też na początku nie zajarzyłam (bo literówkę znalazła Asia), że powinno być WĘDZONCE. Do tego w menu od zawsze brakuje strony czwartej.

Ale poza tym pyszne żarcie mają. I jaka cena!

http://kuchniaumacieja.pl/

Napisane przez: myszczynska | Styczeń 24, 2012

Nominacja w kategorii literówka miesiąca

Krakowski Bnak Spółdzielczy  
ul. Dygasińskiego 2d
30-820 Kraków

Żeby nie było, że sobie Myszczyńska sama te literówki produkuje – poniżej zrzut ekranu

Napisane przez: myszczynska | Styczeń 19, 2012

Literówka dnia

Takiego kwiatuszka dziś znalazłam:

Podstawki samoprzylepne

Podstawki samoprzylepne , nazywane popularnie “bumponami”, tłumią drania, utrudniają przesuwanie przedmiotów, chronią powierzchnie przed zarysowaniem.

Czyli jak szef jest draniem to warto nabyć takie podstawki.

http://www.transfer.com.pl/psb.html

coś u nich zamawiam i mimochodem wspomniałam, ale nie zmienili… i po co się człowiek wysila?

Napisane przez: myszczynska | Styczeń 11, 2012

Biurowe SMSy

Tytułem wstępu mała legenda. Koty – to szefowie. Kiedyś było, że kota nie ma to myszy harcują – tak my harcujemy jak szefostwa w biurze brak. Pan Paweł to Kot Naczelny a Vice to Kot mniejszy, drugi etc. Łącznie często zwani Kotami.

Poranny sms Asi do Myszczyńskiej: Przypominam, że jadę do księgowej i urzędu skarbowego i będę jak pozałatwiam. Koty nic nie wiedzą, powiedz im, że ratuję świat i będę jak wrócę J

Myszczyńska do Asi: Dzień dobryJ jadę dzisiaj z Bartoszem a ten zaspałJ więc ON się spóźni a ja przy okazji.
Asia: Nie omieszkam poinformować o tym Kota przy porannej kawie w jego gabinecie. Wiesz, takie tam kumpelskie ploty… J Dobra, żartuję…

Napisane przez: myszczynska | Styczeń 10, 2012

Cytat dnia – wtorek

Myszczyńska tak ma, że czasem myśli sobie, że coś musi zrobić, coś poprawić – patrzy a ona to już zrobiła.

“Jestem lepsza od samej siebie” mawia w takich chwilach.

Starsze pozycje »

Kategorie

Follow

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.